
O rybakach z Dziwnowa
W Dziwnowie rybacy nie łowią już ryb. Za pieniądze ze zezłomowanych kutrów budują pensjonaty i kupują mercedesy. Nic dziwnego, skoro za oddanie kutra na żyletki rybak mógł dostać milion złotych. Już niedługo nad morzem trudno będzie spotkać rybaka. W malutkim Dziwnowie w ostatnich dwóch latach na złom poszło już 26 kutrów i łodzi. Jeszcze w latach 90. w porcie kutry stały rzędami. Kiedy o świcie wychodziły w morze, od silników robił się taki huk, że nikt w mieście nie mógł zmrużyć oka. Co dzień do portu trafiało sto ton śledzi.
Dzisiaj w Dziwnowie dawni rybacy to najczęściej hotelarze. Mieszkańcy dziś przede wszystkim wynajmują pokoje letnikom (to nie łatwe, kiedy w okolicy działa kilkadziesiąt pensjonatów i ośrodków). Dużego wyboru nie mają - w małej miejscowości nad Bałtykiem możliwości są dwie: albo łowisz ryby, albo żyjesz z turystów. Kilku zarabia na gastronomii i pamiątkach znad morza.
Jeszcze dwa lata temu Dziwnów był czwartym portem rybackim w Polsce. Dziś stoi w nim tylko 10 kutrów i 15 łodzi.
Kiedyś sztorm, dzisiaj złom
Rybak Andrzej Pelasik, barczysty 40-latek, zaangażował się w biznes na lądzie. Kiedyś miał być stewardem albo kucharzem (kończył szkołę gastronomiczną w Szczecinie).
W latach 80. trafił jednak do Dziwnowa, do spółdzielni rybackiej. Zaczął pływać. W 1995 roku kupił pierwszą jednostkę. - Zdezelowany mały kuter - wspomina. - Ale kiedy człowiek już wiatr złapał, pływał cały czas. Sztorm, nie sztorm, było trochę strachu, czasem mocno ryzykowaliśmy. Ale pieniądze z tego były.
Pierwszy pensjonat postawił w latach 90. Tak na wszelki wypadek. - Siedem pokoi, małe zabezpieczenie - wyjaśnia.
Teraz buduje nowy pensjonat w sąsiednim Dziwnówku. Dwupiętrowy, dziesięć pokoi. Latem przyjadą pierwsi goście. On też w nim zamieszka. Na parterze przygotowuje mieszkanie dla siebie. Na razie mieszka w bloku, sto metrów od hoteliku.
Pelasik jeszcze dwa lata temu miał dwa kutry. Kiedy jeden z nich oddał na złom, Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa wypłaciła mu blisko milion złotych. Właśnie za te pieniądze zbudował nowy pensjonat.
Po kutrze został dzwon 60-letni Marian Muzykiewicz łowił ryby 36 lat: - Byłem szefem w spółdzielni rybackiej. Potem kupiłem własny kuter.
Mieszka w Dziwnowie, na Osiedlu Rybackim, prawie w samym porcie. Z okna zawsze miał widok na nadbrzeże i swój kuter. Ale kutra już nie ma. W 2004 roku poszedł na złom. Marian Muzykiewicz powiesił sobie przy drzwiach domu dzwon z kutra, a na balkonie koło ratunkowe.
Tyle zostało po łajbie - oprócz blisko miliona złotych, który wypłaciła mu agencja. Muzykiewicz wpłacił pieniądze na fundusz inwestycyjny. Jest zadowolony. - Wartość oszczędności wzrosła o 40 procent - cieszy się. Z rybaka i inwestora stał się hotelarzem, pomaga żonie prowadzić pensjonat. Od wiosny w dziesięciu pokojach hoteliku urządza łazienki.
Nie był potencjalnym klientem
Wśród rybaków krążą legendy o bogaczach - tych, którzy oddali kutry na żyletki. Jeden z mieszkańców Dziwnowa: - Kolega zezłomował dwa duże kutry, a miał starego opla. Pojechał do salonu Mercedesa. Ale sprzedawcy w rybaku nie widzieli dobrego klienta. Proponowali mu jakieś starsze, używane modele. Wkurzył się i pojechał do konkurencji. Kupił auto, pojechał do poprzedniego salonu i sprzedawcom pokazał obraźliwy gest palcem.
Bohater tej historii to Krzysztof Kamiński. Uśmiecha się, gdy pytam o auto. - Tak, słyszałem takie anegdoty. Prawda jest taka, że pojechałem do salonu, w którym chcieli mi dać stary samochód. Wkurzyłem się, pojechałem do innego i kupiłem nowy.
Kamiński - tak jak Pelasik i Muzykiewicz - był rybakiem.
Tak jak oni oddał swoje KF-ki na złom. KF-ka to skrót od "kuter fishing" - tak rybacy nazywają popularny kuter holenderskiej konstrukcji, produkowany przez Polaków.
Kamiński miał dwie duże, 24-metrowe łajby. Za każdą Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa dawała po prawie dwa miliony.
Dużo, bo rekompensata zależy od wielkości: im większa łajba -tym większe pieniądze. 17--metrowe kutry - takie jak Pelasika czy Muzykiewicza - warte były mniej, niecały milion.
Kamiński był wtedy w czołówce bogaczy. Nie został jednak hotelarzem. Kupił mercedesa, nowy dom i działkę.
źródło: www.rp.pl www.dziwnow.net