| |
HUMOR: kuzynka
 Miałem dziewiętnaście lat, hormony we mnie buzowały, a ja zamiast oglądać się za dziewczynami, rozglądałem się za coraz nowymi łowiskami wędkarskimi.
Moja śliczna kuzyneczka, o trzy lata młodsza ode mnie, już od miesiąca prosiła mnie o wspólny wyjazd na grzyby. Ale mi nie grzyby były w głowie, już prędzej kuzynka, ale ryby. Był wrzesień, na jeziorach szalały szczupaki i okonie, a ona mi tu z grzybami wyjeżdża. Zwyciężył jednak jej urok osobisty, lecz tak do samego końca się nie poddałem, zabierając na grzyby jedną gruntóweczkę. Jechaliśmy więc na grzybo-ryby do Prostyni, miejscowości, przez którą przepływa jedna z czystszych rzek w Polsce Drawa. Wysiedliśmy z pociągu , zamiast z wszystkimi grzybiarzami iść do lasu, my poszliśmy w drugą stronę, tam gdzie płynęła rzeka. Nasz plan był taki, żeby iść w dół cieku, w stronę poligonu i tam zbierać grzyby w okolicznych zagajnikach. W trzy godziny mieliśmy już po pełnym koszu dorodnych prawdziwków, więc postanowiliśmy wracać w kierunku dworca kolejowego. Przy stacji były dwa mosty, jeden samochodowy, drugi kolejowy, a między nimi płynęła Drawa. Zmęczeni postawiliśmy kosze nad brzegiem rzeki, a ja zająłem się montażem mojej wędki. Z chlebaka wyjąłem puszkę robaków , a kuzynce zaproponowałem złapanie kilku koników polnych, na przynętę. Małgosia , ku mojemu zdziwieniu nie brzydziła się owadów i z ochotą zgodziła się pomóc. Rozsiadłem się na skarpie i zarzuciłem wędkę do wody Na drugim brzegu, dwóch gości, też moczyło kije, ale jak stwierdzili, dzisiaj to nie pogoda na ryby. Kuzynka przyszła z konikami, jednego założyłem na haczyk i czekałem dalej na jakiekolwiek branie. Chciałem popisać się przed dziewczyną, że jestem super wędkarzem grzyby także dobrze zbieram, po prostu facet z jajami, co sobie zawsze w życiu poradzi. W myślach widziałem, mam potężne branie, wstaję, zacinam, wędzisko wygięte do granic wytrzymałości, a ja walczący najlepiej z dużym sumem. Oczywiście zwyciężam z rybą i oddaję ja Gosi, żeby oddała ją np. do domu dziecka. Z marzeń wyrwało mnie, tak długo wyczekiwane, branie, po zacięciu kij wygiął się mocno, no i moje marzenie zaczęło się realizować. Duży opór na końcu zestawu pozwolił mi przypuszczać, że mam kontakt z dużą rybą, może sumem. Wędkarze, z drugiej strony rzeki, podeszli z zainteresowaniem i zaczęli głośno mi kibicować, w zmaganiach z okazem. Kuzynka dumna, że jej partner cos złowił, kiedy inni tylko narzekają na bezrybie, zaczęła przebierać nogami z wrażenia. Ja cały szczęśliwy, miałem już rybę coraz bliżej, a wędzisko pulsowało coraz bardziej. Ale ki diabeł ? Z wody, zamiast suma wystaje jakiś sznurek, a na końcu...........duża puszka po marmoladzie. Jak to wszystko wyciągnąłem na brzeg, to jak najszybciej chciałem się gdzieś schować, najchętniej w takie miejsce, żeby mnie nikt z tydzień nie mógł znaleźć. Na moje nieszczęście wokół nie było nawet najmniejszego krzaczka. Gosia i moi kibice z drugiego brzegu tak zaczęli się śmiać, że o mało nie udławili się z braku powietrza. Ja, biedny, niedoszły łowca rekordowej ryby stałem jak słup czerwony, od czubka głowy, aż do pięt, a oni już zaczęli tarzać się ze śmiechu. Od tej pory z moją kuzynką nigdzie nie pojechałem, ani na grzyby, ani na ryby. Doszło nawet do tego, zacząłem jej unikać, bo przypadkiem, w towarzystwie mogłaby coś niechcący chlapnąć, o moich umiejętnościach wędkarskich Teraz, jakby taka historia mi się powtórzyła, to bym wszystko obrócił w żart i sam się śmiał ze zdarzenia do rozpuku.
|
|
| |
Pokrewne tematy
 |
|
Publikowane komentarze sa prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Zachodniopomorskie Wędkowanie nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.
Ten artykuł nie był jeszcze komentowany
|
Komentarze są dostępne tylko dla zarejestrowanych użytkowników portalu |
|
|