
Nasz wędkarski raj
Gdyby nie nasze newralgiczne położenie na geopolitycznej mapie Europy i paranoja władz PRL, kto wie, być może mielibyśmy dzisiaj więcej wędkarzy morskich niż lądowych. Te proporcje nie muszą być wcale takie niewiarygodne, jak wyglądają na pierwszy rzut oka. W wielu krajach, na przykład w Skandynawii, Portugalii, Francji, Niemczech, Wielkiej Brytanii, by ograniczyć się tylko do Europy, wędkarstwo morskie jest niezwykle popularne, w regionach nadmorskich przewaga wilków morskich nad szczurami lądowymi jest miażdżąca!
Podobnie jest w szerokim świecie, gdzie wędkarstwo morskie to ogromny i bardzo intratny biznes. Nie powinno to jednak dziwić – morza i oceany oferują niebywałą różnorodność łowisk, w tym tak charakterystyczne jak wody szelfowe, estuaria, fiordy, oceaniczne głębiny i okolice rafy koralowej. Zamieszkuje je nieprzebrana ilość gatunków, w tym ryby dorastające do gigantycznych rozmiarów i dostarczające ogromnych wędkarskich emocji, by wspomnieć tylko marliny, rekiny czy tuńczyki.

Jak na tym tle wygląda Polska? Gdybyśmy próbowali na to pytanie odpowiedzieć tylko i wyłącznie odwołując się do statystyki, to nie powinno być tak źle – ponad 500 kilometrów otwartego wybrzeża, dwa potężne zespoły portowe, kilkanaście portów rybackich. I wreszcie bardzo ciekawa i różnorodna ichtiofauna Bałtyku, choć pewnie nie tak atrakcyjna, jak w morzach egzotycznych, ale i tak ta oferta jest o wiele ciekawsza niż w naszych wodach śródlądowych.
Na pierwszy rzut oka nie jest zatem źle; gołym okiem widoczny jest dynamiczny rozwój wędkarstwa morskiego
w Polsce. Wędkarstwo morskie kusi i wciąga, jego popularność wzrasta z roku na rok, i choć wyprawy na dorszowe łowiska to nadal nie jest tania przyjemność, można powiedzieć, że jest to modny rodzaj wędkowania.
A jednak, mimo tych faktów, uważam, że potencjał polskiego morza nadal jest wykorzystywany w niewielkim stopniu. Dlaczego? Wyglada na to, że łowienie w morzu stało się w Polsce monotematyczne. Zachłysnęliśmy się dorszem. Jest on główną zdobyczą wędkarzy morskich do tego stopnia, że problemem staje się zarówno rybacka, jak i wędkarska presja na ten gatunek i temat jego ochrony staje się ważnym elementem publicznej debaty. A przecież wędkarstwo morskie to cały kompleks metod i sposobów, w którym łowienie z kutrów zajmuje tylko pewną część. To także łowienie w pasie przybrzeżnym i wędkowanie z plaży. Jednak skuteczne łowienie w tych łowiskach wymaga odpowiedniego wyposażenia i sprzętu, o który w Polsce jest nadal bardzo trudno.

Zadając pytanie o taki stan rzeczy, trzeba, niestety, choć na chwilę cofnąć się do czasów PRL. W 1974 roku w artykule „Gdzie łowić” H. Czempiński na łamach naszego miesięcznika tak pisał: „(...) wędkarstwo morskie w Polsce praktycznie nie istnieje”. Była to smutna, lecz prawdziwa konstatacja, oddająca zarówno stan ówczesnej materii, jak i ducha. Kilkakrotne próby propagowania wędkarstwa morskiego przez redakcję „WW” nie przynosiły oczekiwanych rezultatów. Artykuły opisujące morskie gatunki, metody połowu, najlepsze okresy, traktowane były przez czytelników jak bajki o żelaznym wilku.
Nie mogło być jednak inaczej, skoro do końca trwania PRL wody Bałtyku traktowane były przez decydentów jako droga ucieczki do wolnego świata. Ta absurdalna paranoja odcisnęła swoje piętno także na wędkarstwie morskim. Wszystkim śmiałkom, którym marzyły się wędkarskie wyprawy w morze, morskie instytucje i urzędy, a także pogranicznicy przyglądali się podejrzliwie i ze zdziwieniem. Na wszelki wypadek załatwiano ich odmownie.
Nie oznaczało to w żadnym razie, że polscy wędkarze nie próbowali pokonać barier oddzielających ich od morza. Możliwości były dwie – albo wyjazd na zagraniczne łowiska(w każdym porcie w Niemczech lub Skandynawii stało po kilka kutrów gotowych w dowolnej chwili wyjść w morze z polskimi wędkarzami, dodajmy jednak, że w czasach PRL-u była to zabawa dla majętnych desperatów), albo próba mozolnego przebijania się przez urzędnicze bariery. Mimo kłód rzucanych wędkarzom pod nogi, ich starania z wolna zaczęły przynosić owoce. Pierwsze zawody morskie zorganizowane zostały w 1973 roku, a pierwsze w historii Mistrzostwa Polski w Wędkarstwie Morskim odbyły się w 1975 roku na Zatoce Gdańskiej. Łowiono z łodzi głównie na spinning, a największą rybą zawodów był czterokilogramowy szczupak. Dopiero jubileuszowe, piąte z kolei morskie mistrzostwa Polski zorganizowane w roku 1980 rozegrano w okolicach Półwyspu Helskiego z trzech pełnomorskich kutrów (choć w tych „pełnomorskich” warunkach wędkowała tylko część zawodników, pozostali, podobnie jak we wcześniej zorganizowanych mistrzostwach, wędkowali z umocnień brzegowych i łódek). W 1985 roku wędkowanie w morzu zostało oficjalnie uznane przez PZW jako jedna z form statutowej działalności.
Początki były trudne. Jak podają statystyki, w tym czasie urzędy morskie sprzedały co prawda 26 tysięcy zezwoleń na łowienie w morzu, jednak wędkowano głównie z brzegów i umocnień portowych, co trudno uznać za prawdziwe wędkarstwo morskie. Przyczyną była chorobliwa podejrzliwość aparatu władzy. Nic zatem dziwnego, że gdy na fali zainteresowania wędkarstwem morskim udało się w końcu doprowadzić do zwodowania w 1981 roku „Jubilata” – flagowej jednostki morskiej PZW, to czekał on wiele miesięcy w porcie na uregulowanie swojego statusu prawnego i wydanie odpowiednich zezwoleń. Na przeszkodzie stało przede wszystkim stanowisko WOP, które odmawiały wyrażenia formalnej zgody na przeprowadzanie odpraw granicznych. Podobne problemy mieli także wędkarze, którzy próbowali wypłynąć łódką, by wędkować w 500-metrowym pasie przybrzeżnym. W wielu przypadkach, mimo, że jednostki były zarejestrowane, a wędkarz spełniał wymagania formalne, WOP nie pozwalały na wyjście w morze.
Dynamiczny rozwój wędkarstwa morskiego przypadł na początek lat 90. Z jednej strony przyczyniła się do tego liberalizacja przepisów granicznych i zniesienie wielu dotychczasowych ograniczeń, z drugiej natomiast szybko rosła baza kutrów, przystosowywanych w ekspresowym tempie do potrzeb wędkarzy. Powodem było wprowadzenie limitów na połowy dorszy dla rybaków, co skłoniło wielu z nich do zainwestowania w turystykę wędkarską. Szacuje się, że obecnie do dyspozycji wędkarzy jest ok. 200 jednostek zdolnych do wyjścia w morze. Wędkarstwo morskie skupia się przede wszystkim przy portach w Łebie, Darłowie, Władysławowie, Kołobrzegu i Ustce. Jak podają statystyki, rocznie wędkuje w morzu ponad 100 tysięcy wędkarzy. Liczba ta wzrasta z roku na rok.
Ale wędkarstwo morskie nie musi się kojarzyć z morską głębią czy okolicami zatopionych wraków. Nawet stosunkowo niewielkimi jednostkami można wypłynąć kilkaset metrów
w głąb morza. Można także wędkować z brzegu. W wielu miejscach zdarzają się łowiska na tyle głębokie, że można z powodzeniem łowić tam zarówno dorsze, turboty, płastugi, jak i śledzie. Wzdłuż ostatniego spadu, przegłębienia ku otwartej toni, swoje stałe trasy ma węgorz, pstrąg tęczowy, troć wędrowna, zdarzają się także sandacze, kapitalne okonie czy szczupaki.
Czyż nie brzmi to jak zaproszenie do wędkarskiego raju?
M. Getka i J. Wróblewski
Zdjęcia J. Mintus
Notatka: 
13 maja ukaże się nowy 6/2010 numer „Wiadomości Wędkarskich”, a w nim: * Coraz więcej wędkarzy łowi na Bałtyku. Mają do dyspozycji ponad 200 kutrów. Organizowane są zawody, mistrzostwa Polski. W naszym raporcie piszemy jak łowić, jakie ryby występują w Bałtyku. Przedstawiamy najlepsze łowiska, podajemy adresy, gdzie kupić można zezwolenia, a także obowiązujące przepisy – Morze kusi * Artur Kulka – zwycięzca Grand Prix Polski – radzi jak zmontować zestaw, jak nęcić i jaką taktykę wędkowania zastosować na rzekach i kanałach – Przepływanka pomiędzy rzeką i kanałem * Piękny, waleczny, ostrożny i tajemniczy. Ciężki do złowienia, a czerwiec to najlepszy na niego czas. Jak nęcić, gdzie łowić, jakie stosować przynęty na klenia? – Oczy w łuskach * W ubiegłym roku czerwiec był najhojniejszy dla łowców medalowych sandaczy. Najwięcej okazów przyniosły zbiorniki zaporowe, a przynętą numer jeden okazała się guma. Piszemy o sandaczowej taktyce i rewelacyjnych przynętach – Sezon na zaporowe smoki * Najnowocześniejsza technika w służbie łowców sandaczy. Jak stworzyć super dokładną mapę łowiska? – Stare koryto * To zdarzyło się 27 marca nad Odrą. Przynętą była rosówka – Jak złowiono płoć 1,18 kg. oraz rady Kogaty, rewelacyjne łowiska, fotoreportaż znad Sanu, sprzętowe nowości, rekordy na plan. W WW 6/2010 do wygrania: - nowoczesna i bardzo stabilna aluminiowa łódź wędkarska LINDER Sportsman 355 - echosonda LOWRANCE MARK 5X - 20 x 20 kg zanęt Magnum - 5 zestawów wędek spinningowych Diaflex Trout oraz 10 miękkich przynęt Robinson - drewniane pudełko na muchy - wyprawa na dorsze dla 12 osób z kpt. L. Wiśniewskim - kołowrotek spinnigowy MIKADO SkyDream ZTX oraz zestaw przynęt Mikado Fishunter Z nami na ryby!