| |
W.W: Rapa
 Wiosenne torpedy
Dzięki nim majowa rzeka tętni życiem. Z daleka niesie się łoskot żerujących ryb, w powietrze tryskają pióropusze drobnicy, woda rozbłyskuje tysiącami srebrzystych łusek. Niewielu wędkarzy potrafi przejść obojętnie obok boleniowej kipieli.
Od niepamiętnych czasów boleń, nazywany też rapem lub rapą, zwracał na siebie uwagę. To jeden z tych drapieżników, które żerują wyjątkowo głośno i widowiskowo. Potrafi tak strzelić w wodę ogonem, że wszystko wypada z rąk. Wydaje się, że jest na tyle pochłonięty wypatrywaniem i osaczaniem drobnych ryb, że łatwo da się go podejść, oszukać i złowić. Nic bardziej mylnego. To wytrawny myśliwy, bacznie obserwujący zarówno toń, jak i otoczenie rzeki. Ignoruje większość posyłanych do wody przynęt, choć nie przestaje atakować drobnicy tuż przy stanowisku wędkarza. Z łatwością odróżnia toporną replikę od naturalnego pokarmu – uklei. Ta jego bystrość i przenikliwość niejednego miłośnika spinningowania doprowadza do szewskiej pasji. Na imitację uklei Pierwsze boleniowe przynęty nie były dziełami sztuki, wykonywano je najczęściej z trzonka od stołowej łyżki albo z ziemniaka szpikowanego ptasimi piórami. W piórach ukrywano haczyk lub kotwiczkę. Zasada prowokowania boleni była bardzo prosta i wynikała z dużego doświadczenia posługujących się tymi przynętami wędkarzy. Wabik imitował spłoszoną i szybko poruszającą się po powierzchni ukleję. Ślizgał się po rzece, ale nie wytwarzał tak silnych bodźców, jak klasyczna wahadłówka czy wirówka. Później przyszedł czas na „ołowianki” upstrzone biało-czarnymi piórami. Te imitacje uklei długo królowały w pudełkach wiślanych łowców rap. Do ich wykonania potrzebny był drut (najlepiej dental), smukła oliwka przelotowa z ołowiu długości 5–7 cm, bardzo ostra kotwica nr 6 lub 8 i kilka puchowych piór. Były to przynęty dalekosiężne, pozwalające polować na rapy żerujące przy śródrzecznych łachach, wyspach i przykosach. Prowadziło się je stosunkowo szybko i niegłęboko, maksymalnie pół metra pod powierzchnią wody, przy wysoko uniesionej szczytówce. W latach 70. nie było skuteczniejszej przynęty, ale i boleni było więcej... W kolejnych latach pojawiały się mniej lub bardziej udane modele wahadłówek, woblerów i ciężkich ślizgaczy, które producenci adresowali do miłośników rap. Wreszcie dostępne były gumowe imitacje ryb. Najpierw rippery, a następnie kopytka. Rapy częściej brały mniej doświadczonym wędkarzom, ale nadal niewielu potrafiło je regularnie łowić. Dzisiaj mamy na rynku specjalistyczne woblery, sprawdzone w prowokowaniu rap. Znajdziemy je zarówno w kolekcji Rapali, jak i rodzimych producentów (Salmo Thrill – na zdjęciu), choć wielu wędkarzy nadal kusi bolenie na nieśmiertelne malutkie obrotówki czy perłowe kopyta lub rippery.
Żerują cały dzień Klasycznymi łowiskami boleni zawsze były duże rzeki, a dokładniej ich środkowy bieg, mimo że wiele sztuk zaaklimatyzowało się w zbiornikach zaporowych i przepływowych jeziorach (np. j. Roś). Jednak tylko w rzekach można spotkać skupiska żerujących rap. Co prawda, drapieżniki nie łączą się w stada, ale wzajemnie tolerują się w czasie osaczania tysięcy uklei, które chętnie grupują się za ostrogami, przy mieliznach, przykosach czy faszynowych opaskach. Nad majową rzeką nie sposób przegapić pory żerowania rap. Nagle woda ożywa dziesiątkami donośnych plusków, jakby ktoś zrzucał z mostu parokilogramowe kamienie. To bolenie wpadają z impetem w uklejowe stado i niemiłosiernie mocnymi uderzeniami ogona próbują drobne rybki ogłuszyć, zdezorientować, by oddzielone od reszty stały się łatwym kąskiem. Gdy im się powiedzie, skupiają wzrok na konkretnej ofierze i ruszają w triumfalnie kończący się pościg. Kto w takie żerowisko podrzuci przynętę i będzie ją prowadził leniwie albo zbyt głęboko, ma znikome szanse na wędkarski sukces. Imitacja ofiary bolenia powinna ciąć powierzchnię wody niczym szukająca kontaktu ze stadem ukleja. Wszelkie modele mocno kolebiące się na boki, jaskrawe i odbiegające wielkością od potencjalnych ofiar zazwyczaj są ignorowane. Boleń jest doskonałym myśliwym i łatwo nie da się oszukać. Majowe wyprawy na bolenie mają jednak duże szanse powodzenia. Dobrym braniom sprzyja niebo słoneczne i lekko zachmurzone. W taką pogodę srebrzyste torpedy potrafią żerować przez cały dzień, choć najintensywniej uganiają się za uklejami przed południem i późnym wieczorem. Miejsca, w których gromadzą się ukleje, przyciągają różnej wielkości drapieżniki. Najczęściej są to sztuki 2–3-kilogramowe, ale w każdej chwili na naszym kiju może uwiesić się pięciokilogramowy albo większy okaz. Branie, nazywane przez wędkarzy boleniowym kopnięciem, jest silne i zdecydowane. Ryba rzadko wypina się z kotwiczki. Przez pierwsze minuty zaciekle walczy i potrafi wyciągnąć sporo żyłki. Najlepiej lądować ją wyślizgiem na piaszczysty brzeg, a z opaski za pomocą obszernego karpiowego podbieraka. Sprzęt do połowu naszego bohatera nie musi być wyszukany. Wystarczy długi kij stosowany na sandacze albo lepiej na szczupaki, ponieważ akcja szczytowa wędziska wcale nie zwiększy naszych szans. Na kołowrotek radzę nawijać żyłkę, bo tylko ta linka pozwala na dalekie posyłanie przynęty, co często przesądza o powodzeniu wiosennej wyprawy.
Życzę Wam w maju przynajmniej kilku boleniowych kopnięć! Andrzej Zieliński
Notatka: 12 kwietnia ukazał się numer majowy (5/2010) "Wiadomości Wędkarskich", a w nim: * Pierwszego maja zaczyna się sezon na szczupaki. Mają one opinię kanibali. Piszemy o biologii szczupaka – jak dobrać przynętę, jakie techniki stosować, gdzie i jak łowić. O tej porze bardzo skuteczne są woblery i jerkbaity w kształcie szczupaków – „Ten straszny kanibal”. * Starorzecza to świetne wiosenne łowiska. Tu czekają nas niespodzianki. Zwłaszcza w miejscach, gdzie niewielu zarzuciłoby wędkę. Piszemy o wędkarskiej taktyce, przynętach, zanętach – „Wśród pierwszych liści”. * Dzięki nim majowa rzeka tętni życiem. Z daleka niesie się łoskot żerujących ryb. Niewielu wędkarzy potrafi przejść obojętnie obok boleniowej kipieli. Branie zwane przez wędkarzy boleniowym kopnięciem jest silne i zdecydowane – „Wiosenne torpedy”. * Maj to najlepszy czas dla pstrągarzy. Fachowcy dyskutują, jaka przynęta spinningowa jest najlepsza – błystka obrotowa, kogut, wobler czy guma – „Dwie tajne bronie”. * Dziwna to ryba. Mało znana wędkarzom, mylona z płocią i kleniem. Piękna, tajemnicza i trudna do złowienia – prawdziwe wyzwanie dla mistrzów wędki – „Jaź to wyzwanie”. * Cudowna elektroniczna broń do zlokalizowania szczupaków. Tego jeszcze nie było – „Czarodziejska kula”. Oraz rady Kogaty, superłowiska, Klub Batmana, nowości sprzętowe, nagroda miesiąca – tęczak 6,30!, opowiadanie i wspaniałe porady kucharskie. Wiele nagród do wygrania - nowoczesna i stabilna aluminiowa łódź wędkarska LINDER Sportsman 355 - GPS Endura Out&Back LOWRANCE - 50 zestawów haczyków Mustad - wędkarski urlop z Eventur Fishing nad Laxjön - kołowrotek spinnigowy MIKADO SkyDream ZTX oraz zestaw przynęt Mikado Fishunter
|
|
| |
Pokrewne tematy
 |
|
Publikowane komentarze sa prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Zachodniopomorskie Wędkowanie nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.
Ten artykuł nie był jeszcze komentowany
|
Komentarze są dostępne tylko dla zarejestrowanych użytkowników portalu |
|
|