Kilkakrotnie pisałem już na łamach „WW” o potędze słów wygłaszanych przez autorytety. Błyskawicznie nabierają charakteru prawd objawionych, z którymi się nie dyskutuje. W ostatnich dekadach taki status zyskała opinia dotycząca łowienia sandaczy na spinning. Tylko i wyłącznie przynęty miękkie (wliczając w to koguty), no – może woblery. Błystki, a zwłaszcza wirówki można spokojnie zostawić w domu. Czy naprawdę kwestia przynęt jest aż tak jednoznaczna?
Nie zamierzam w żaden sposób negować skuteczności ripperów i twisterów. Odpowiednio poprowadzone, zapewnią nam sukces w dziewięćdziesięciu procentach przypadków. Ale bywają sytuacje, kiedy twarde wabiki okażą się równie dobre, a nawet przypadki, kiedy wyłącznie dzięki nim będziemy w stanie wyholować „mętnookiego”.
Przeanalizujmy najpierw kilka aspektów biologii sandacza, które mają wpływ na skuteczność łowienia tej ryby. Kiedy najlepiej żeruje? Na pograniczu dnia i nocy, a także po ciemku, przy zmętnieniach wody i nagłych zmianach pogody ze słonecznej na pochmurną i deszczową. Przyznajmy, że niewielu spinningistów wybiera się akurat wtedy na ryby. To, że większość sandaczy jest łowionych na przynęty miękkie, wynika co najmniej z dwóch przyczyn: faktycznie bardzo wysokiej skuteczności gum i kogutów w warunkach kiepskiego żerowania drapieżników oraz statystyki. Jeśli 95 procent wędkarzy używa jednego typu przynęty, musi ona przynieść określone efekty ilościowe…

Wahadłówki
Wahadłówki mogą się okazać strzałem w dziesiątkę na co najmniej kilku typach łowisk (zwłaszcza przy wspomnianych uprzednio warunkach pogodowych). Mam na myśli przede wszystkim opaski i napływy ostróg. W takich miejscach sandacze żerują w różnych strefach wody, korzystając z obfitości drobnicy, przede wszystkim uklei. Są aktywne, nie „grzebią” w mule jak w środku dnia. Wahadłówką jesteśmy w stanie szybciej obłowić większy fragment łowiska, jego różne poziomy w gradiencie pionowym, a intensywnie żerujące drapieżniki nie powinny mieć oporów przed zaatakowaniem uklejopodobnego wabika.
Oczywiście błystka błystce nierówna i wybierając model wahadłówki, musimy przestrzegać kilku reguł. Przede wszystkim pamiętajmy o wąskim pysku sandacza. Blacha powinna być wydłużona. Może nie tak jak boleniowe „patyki”, ale niewiele szersza. Ot, taki wierzbowy listek. Bardzo istotną kwestią jest jej masa – im mniejsza, tym lepiej. Oczywiście coś za coś. Leciutką wahadłówką nie rzucimy daleko. Poza tym nie wszędzie (na przykład w silnym nurcie przy opasce) da się ją głębiej poprowadzić. Można (a zdaniem niektórych specjalistów należy) wspomóc się wówczas ciężarkiem umieszczonym na żyłce. Nie jestem fanem tego patentu, ale nie odmawiam mu skuteczności. Nasze szanse może zwiększyć przyozdobienie blachy chwościkiem z piór lub ogonkiem twistera, ale czy wciąż łowimy wtedy „na twardo”? Cóż, grunt, żeby zaciąć rybę, a nie wchodzić w akademickie dyskusje.

Wirówki
Kolej na wirówki. Tutaj dopiero mamy zagwozdkę! Wielu autorów traktuje ten wabik wręcz jako antysandaczowy. Gdybym jeszcze kilka lat temu spotkał spinningistę uzbrojonego w zestaw
z wirówką i wybierającego się na sandacze, pewnie popukałbym się w czoło. Jednak widok wielu ładnych drapieżników wyholowanych właśnie na błystki obrotowe skutecznie wyleczył mnie z niewiary.
Oczywiście nie jest to przynęta na południową porę w wyrobisku pożwirowym lub zbiorniku zaporowym. Ale w mitycznych porach świtu i zmierzchu przy główkach i opaskach – jak najbardziej! Na wirówki biorą wtedy ryby z wielu gatunków (bolenie, jazie, klenie, okonie), a sandacze żerują często razem z innymi drapieżnikami (może z wyjątkiem szczupaków). Im ciemniej, tym częściej namierzymy je w górnych warstwach wody. Możemy wtedy zaciąć naprawdę ładną sztukę nawet na miniaturkę w rozmiarze „0” lub „1”. Zazwyczaj skuteczniejsze będą jednak modele większe („3”, „4”), srebrne lub białe, z wąskim skrzydełkiem. Podobnie jak w przypadku wahadłówek, polecane bywa dozbrajanie kotwiczek ogonkami twisterów bądź pęczkami piór.

Woblery
Trzecim typem twardej przynęty sandaczowej jest wobler. Sandacze biorą na niego całkiem nieźle w płytszych akwenach, zwłaszcza w trudnych do przewidzenia porach nagłego wzrostu aktywności żerowej (kiedy zaczynają podrywać się z dna i przemieszczać nawet pod samą powierzchnię). Jednak wobler jest prawdziwym przynętowym hitem na jednym typie łowiska – na opasce. Sprawdza się po prostu idealnie, gdyż umożliwia bardzo dokładne penetrowanie wszystkich zagłębień, wyrw pomiędzy kamieniami, okolic zatopionych gałęzi itp. Można go na dłużej ustawić w nurcie i prowokować drapieżniki. Niestety, znowu przykra wiadomość dla nielubiących późno się kłaść i wcześnie wstawać – sandacze będą żerować przy (zwłaszcza płytkich) opaskach w porach ograniczonej widoczności, a najlepiej w nocy. Tym, którzy boją się (lub po prostu nie lubią – wcale się nie naśmiewam, sam unikam samotnego wędkowania w takich warunkach) łowić po ciemku, pozostają jakże urokliwe godziny przesileń o zmierzchu i świcie. Wspaniałe doznania estetyczne i wędkarskie, niestety – bardzo krótko trwające.
Do spinningowania przy opaskach polecam smukłe, jasne, dość płytko schodzące modele pływające. Na głębszych łowiskach tego typu, jeśli warunki na to pozwalają, możemy je od czasu do czasu wymieniać na wabiki, którymi będziemy w stanie spenetrować strefę przydenną.
Dla porządku wspomnę, że do przynęt twardych, na które łowi się sandacze, należą także cykady. Przyznam się jednak, że nie mam z nimi żadnego doświadczenia i nie chcę przekazywać Państwu porad z książek czy Internetu. Życzę natomiast wytrwałości w przełamywaniu dogmatu o miękkich przynętach jako jedynych umożliwiających łowienie sandaczy na spinning. I pięknych ryb jako nagrody!
Tekst Paweł Oglęcki
Notatka: Ukazał się październikowy (10/2011) numer „Wiadomości Wędkarskich” a w nim: Trollingowanie w Polsce ma skromne tradycje.
W USA czy w Skandynawii metoda ta jest stosowana powszechnie. Łowi się, stosując ją, wspaniałe okazy drapieżników. Jak i gdzie ją stosować, jakiego użyć sprzętu? Jakie są najlepsze łowiska w Polsce i jakie opłaty za trollingowanie? – "Sposób na wielkie ryby" Zaczyna się ją łowić coraz częściej. To dobrze świadczy o gospodarce rybacko-wędkarskiej i o czystości niektórych naszych rzek. A jeszcze niedawno sądzono, że jest stracona na zawsze. Certa jak i gdzie ją łowić? – "Certa – powrót księżniczki" Październik – najlepszy czas na sandacza. Dziewięćdziesiąt procent spinningistów łowi go na miękkie przynęty. Czy można inaczej? Proponujemy woblery, wirówki i wahadłówki. Piszemy też jak, kiedy i gdzie – "Sandacz na twardo" Zapraszamy nad Adriatyk do Chorwacji. Po sezonie turystycznym, gdy z plaż zniknęły tłumy, można tu łowić wspaniałe tuńczyki i dorady - "Adriatyk bez tajemnic" Jest wielu wędkarzy, którzy łowią na żywca, choć to dziś trochę niemodne. Podrywka jest już dozwolona. Przypominamy jak należy jej używać – "Żywcówka po nowemu" Ta metoda pojawiła się kilka lat temu i w Polsce zyskuje coraz więcej zwolenników – "Drop Shot w ofensywie" Marzenie wędkarza: Włącza elektryczny silnik. Włącza GPS i silnik automatycznie dowozi go tam, gdzie oznaczone jest łowisko. – Elektronika dla wszystkich. "Jak po sznurku" Jak złowiono lina 2.92 kg oraz wspaniałe łowiska na jesień, nowości sprzętowe, rekordy na plan, jak łowi się marliny w Morzu Śródziemnym. Dużo konkursów: - nagrody w konkursie 75 lat "WW" - 10 kołowrotków DRAGON FISHMAKER RD - echosonda LOWRANCE X50DS - kołowrotek spinningowy Mikado SkyDream ZXT oraz zestaw przynęt Mikado Fishunter