Zbigniew Milewski – Szczeciński Pokaz Zbyszka Milewskiego

Zbigniew Milewski

Zbigniew Milewski – Pokaz łowienia (bat, bolonka) – Zbyszek Milewski kanał Odyńca w Szczecinie.

Na rynku wędkarstwa wyczynowego w Polsce, wciąż jest jeszcze miejsce dla kolejnych producentów pożądanego sprzętu. W jednym szeregu obok: Mavera, Sensasa, Colmica czy Turbertini ustawia się kolejna, tym razem czeska firma MIVARDI, której towar importuje na teren Polski firma NIVA założona przez Zbyszka Milewskiego i jego wspólnika. MIVARDI produkuje sprzęt do wędkarstwa wyczynowego, karpiowego, spinningowego, morskiego dla wyczynowców oraz dla wędkarstwa rekreacyjnego. Importer oraz producent zanęt, firma NIVA nie prowadzi sprzedaży detalicznej i internetowej a wspomniany sprzęt i zanęty można dostać jedynie w dobrych sklepach wędkarskich na terenie całego kraju.

 W Szczecinie np. rozprowadza go Centrum Wędkarskie Nemo a w Stargardzie Szczecińskim firma BIS. Dobrą wiadomością dla zwolenników zanęt Zbyszka Milewskiego jest to, że są i będą one produkowane według starych receptur i serii, a nawet rozszerzone o serię NATURĘ, na której widnieje już nowe logo firmy NIVA.

Zbigniew Milewski

Zbigniew Milewski

Każda firma jednak wchodząc na rynek, musi się jeszcze jakoś zareklamować. W przypadku firmy NIVA i MIVARDI. odbywa się to po przez pokazy łowienia różnymi metodami i spotkania ze zwykłymi wędkarzami nad wodą ze Zbyszkiem Milewskim. Spotkania połączone są z prezentacją sprzętu i zanęt pod patronatem medialnym Wiadomości Wędkarskich reprezentowanych przez pana Józefa Wróblewskiego. Taki pokaz nie ominął również Szczecina, znanego z bardzo rybnych łowisk. Odbył się on 11.09.2010 od godziny 9:00 na Kanale Odyniec. Zbigniew Milewski zaprezentował dwie metody: łowienie batem, oraz metodę bolońską. Bardzo rybne, niemalże bez uciągu łowisko kanału, nadawało się do tego doskonale. Tego dnia przychylna była również pogoda, co widać na załączonych zdjęciach. Pokaz odbył się w tak zwanym drugim terminie gdyż pierwszy pokrzyżowały tegoroczne powodzie.

 Za zmianę terminu przybyli wędkarze zostali przeproszeni prze: wpierw pana Wróblewskiego jak i przez samego Zbyszka Milewskiego. Zanim Pan Zbyszek pokazał jak się łowi, zaprezentował prawidłowe przygotowanie jokersa oraz ochotki haczykowej. Było to dość ciekawe gdyż użył do tego grubego suchego ręcznika, na który ułożył go po wcześniejszym dwukrotnym przepłukaniu jokersa na bardzo drobnym sicie a następnie, po kilkunastu minutach na świeżej lekko pogniecionej gazecie. Różnica w jakości przed a po była ogromna! Dodał, że wschodni jokers ma większe tendencje do zalegania przy dnie a polski do unoszenia się w toni i to również należy uwzględnić przy łowieniu i doborze taktyki. Następnie przepłukał ochotkę haczykową i umieścił ją na specjalnym sicie oddzielając w ten sposób larwy żywe od martwych. Te drugie oczywiście później wyrzucił. Podobnie uczynił z kasterem tylko już bez sita a pływające larwy oczywiście wyrzucił.

 Cały czas mocno podkreślał, że prawidłowe przygotowanie jokersa i pozostałych przynęt, jest bardzo ważny i często niedoceniany przez wielu zawodników a przecież bywa, że jest czasami kluczowy w osiąganych później wynikach. W dalszej fazie pokazał jak prawidłowo przygotować zanętę. Osobno rozrobił „spożywkę” i osobno glinę. Użył zanęt z serii Platinum: 1 op: Leszcz, Płoć Duża, Jezioro i Kanał Special oraz niewielką ilość Epiceine brązowe. Z kolei z glin: 1 op rzecznej, 2 op wiążącej i 1 op Bełchatowskiej. Dodatkiem tych glin wzbudził niemałą konsternację, lecz zaraz pospieszył wyjaśnieniem.

 Użył takiej gliny, ponieważ po pierwsze zanęty, które zmieszał są mocno pracujące i słabo klejące, po drugie duża głębokość łowiska (pod bolonkę ok 6m), a po trzecie aby nadać odpowiedni ciężar zanęcie pod strzelanie z procy. Głównie jednak chodziło o sklejenie w celu utrzymaniu zanęty przy dnie. Glina wiążąca gdyż sama rzeczna byłaby za bardzo klejąca i zanęta by się za wolno rozmywała. Bełchatowska aby stworzyć doskonałe środowisko dla jokersa.

 Wyjaśnił również znaczenie koloru glin. Im większa ryba i pora roku cieplejsza tym glina jaśniejsza i na odwrót – im mniejsza ryba a pora roku zimniejsza glina ciemna. Ze względu na klarowność wody podzielił je: im brudniejsza woda tym glina jaśniejsza. Podkreślił, że w zanęcie nie skład, aromat czy inne czynniki są najistotniejsze, a przede wszystkim ilość użytej wody do jej rozrobienia. Na potwierdzenie tej tezy zaprezentował małe doświadczenie. Po namoczeniu i przetarciu ok 1 litra zanęty połączył ją 1:1 z taką samą ilością gliny i uformował kulkę, umieszczając ją w szklanym pojemniku z wodą.

Następnie do zanęty dodał zaledwie kieliszek wody i znów uformował kulkę umieszczając ją w osobnym naczyniu. Kule rozmywały się zupełnie inaczej a przecież do zanęty dodano zaledwie kieliszek wody! Co ważne cząstki drugiej, bardziej namoczonej kulki, po rozpadnięciu się jej nie będą windować do góry tylko opadną na dno. Dodał, że zanęty z serii Platinum potrzebują zaledwie 250ml wody na 1 kg a w wypadku innych zanęt jest to stosunek 500 ml/1kg a czasami więcej. Przy okazji wyjaśnił jak przy użyciu glin uzyskać różny efekt.

 Mianowicie, jeżeli chcemy aby zanęta pracowała nad dnem dajemy lekko suchawą zanętę a glinę przemoczoną. Natomiast jeżeli chcemy uzyskać efekt mniejszej pracy mieszanki, dowilżamy zanętę mocniej i dodajemy lekko suchawą glinę. Gliny zwykle po wyjęciu z opakowania są lekko niedomoczone. Przykładowo, jeżeli w łowisku jest dużo uklei i nie chcemy jej łowić to przemaczamy zanętę i łączymy z lekko suchawą gliną. Z kolei, gdy chcemy mieć dużo ryb, szybko je ściągnąć i łowimy nad dnem robimy odwrotnie. Z.M. wspomniał również o różnych proporcjach gliny do zanęty i podkreślił, że jokers powinien wylądować w tej części, w której jest więcej gliny niż zanęty gdyż odwrotnie składniki oleiste wynoszą go za mocno do góry.

 Pan Zbyszek zdradził również sposób odsiania czerwonego robaka kompościaka. Należy po prostu wystawić go na światło (ale nie na mocne słońce!) i co kilkanaście minut zebrać wierzchnią warstwę ziemi czy nośnika i wyrzucać go. Robaki uciekając przed światłem zbijają się jeden obok drugiego oczyszczając się jednocześnie. Następnie zaprezentował przypony: krótkie do bata, długie do bolonki i tu mała niespodzianka, bo przypony w części haczykowej miały nawet 5mm wąsy. Pan Zbigniew wyjaśnił, że rybom to nie przeszkadza a z kolei pomaga w nie zsuwaniu się przynęty w kierunku przyponu. Dalej rozproszył jokersa, wyjaśniając oczywiście znaczenie tego zabiegu.

Na podstawie informacji, że w szczecińskich łowiskach jest sporo ryb zanętę z gliną pomieszał w stosunku 1:1. Zanim jednak dodał robactwa i uformował kule pokazał jak prawidłowo zmierzyć grunt pod bata. Było to niezmiernie ciekawe gdyż w miejscu gdzie gruntował był lekki spadek, co demonstrował zsuwającym się gruntomierzem po dnie i chowającym się spławikiem. Postanowił więc, że kule położy jakiś 1 m bliżej przed spławikiem w kierunku brzegu. Zapobiegnie to zsunięcie się kul poza zasięg wędki. Jak się później okazało – miał rację! Na wstępne nęcenie przygotował a następnie wrzucił 8 średniej wielkości kul. Brania zaczęły się od drobnej ryby, następnie nęcone miejsce zaczęły odwiedzać większe ryby. Po złowieniu kilkunastu ryb Pan Zbigniew zaproponował chętnym, aby usiedli na jego miejscu i pod jego czujnym okiem powędkowali. Którym czasem musiał trochę pomóc.

 Tu nastąpiła mała przerwa w łowieniu bowiem pan Wróblewski z WW zarządził losowanie całorocznej prenumeraty WW dla dwóch osób a także została wylosowana nagroda bat 5m, firmy Mivardi, który przypadł koledze ze Stargardu Szczecińskiego. Co zabawne dopisał się on do listy jako ostatni. Organizatorzy zadbali również o skromny posiłek dla uczestników pokazu. Była kiełbaska i kaszanka z grilla. Po przerwie Zbigniew Milewski zanęcił tak na 30m pod bolonkę i tu podobnie po złowieniu kilku ryb chętni mogli spróbować innej metody łowienia. Niektórzy pierwszy raz Bolonki zostały uzbrojone w kołowrotki matchowe o dużym przełożeniu z żyłką nr 0,16 mm, spławikami 8 i 12 gr. Oliwka zablokowana na stałe krętlikiem ok 30 cm od przyponu. Na łączeniu 30 cm przyponu z żyłką główną również krętlik. Ciekawy patent, na mocniejsze odjazdy ryby, to zastosowany na zestawie 35 cm odcinek amortyzatora gumowego rozmiar 0,09mm, tak 70 cm pod spławikiem.

 Przymocowany był dwoma krętlikami. Kiedy jedni łowili, inni oglądali bogatą ofertę sprzętową. Baty, bolonki, uklejówki, sztyce zarówno z tej górnej półki jak i średniej. Oprócz wędek nie zabrakło: wiader (każde z pokrywami), siatek, pokrowców, koszy, portfeli na przypony, parasoli no i oczywiście zanęt, żyłek i innych akcesori. To czego nie powiedział Zbigniew Milewski, uzupełniał Józef Wróblewski z WW. Zbigniew Milewski został również zapytany przez szczecińskich sędziów o interpretację przepisu : …zanęta gotowa do użycia wraz ziemią, gliną, żwirem, piaskiem…

  Zbigniew Milewski powiedział, że gotowa do użycia wraz z ziemią, gliną, żwirem, piaskiem nie oznacza, że razem zmieszana. Warunek jest taki, że powinna być jedynie dowilżona a do kontroli może trafić w osobnych pojemnikach z podziałką. Byle wszystko mieściło się w limicie 17 l. Z.Milewski stwierdził również, że sędziowie powinni zawsze interpretować na korzyść zawodnika. Na koniec pokazu oczywiście obowiązkowe wspólne zdjęcia z głównym bohaterem pokazu. Podsumowując – szczeciński pokaz łowienia metodą bolońską oraz batem przez Z.Milewskiego oraz prezentacja sprzętu MIVARDI importowanego na teren Polski przez firmę NIVĘ był bardzo udany. Może frekwencja nie była za duża, ale za to przybyło kilku przedstawicieli mediów, jak np. Jarosław Mintus z ZPW, Józef Wróblewski z WW jak i również przedstawiciel www.matchfishing.pl. To wystarczy aby dowiedziało się o nim i skorzystało z wiedzy Z. Milewskiego dużo więcej zainteresowanych, którzy z różnych przyczyn nie mogli uczestniczyć w tym wydarzeniu.


Piotr Stefaniak.

Piotr Stefaniak

Podobne artykuły opublikowane na ZPW


Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz